Z góry dzięki, a teraz zapraszam siebie i was na moje pierwsze spotkanie z Goplaną.
~ ~ ~
Oto ona, tabliczka leżąca na samym dole czekoladowej półki; jej receptura owiana jest tajemnicą, a o jej smaku krążą legendy. Długo się zbierałam do kupna tego cudeńka (?), aż w końcu natrafiłam na wersję z orzechami i wiedziałam, że dłużej zwlekać nie będę. W końcu jak tu nazywać się jakimkolwiek testerem czekolady i próbować coraz to dziwniejszych tabliczek, a nie znać rodzimej, klasycznej Goplany?
Na początku chcę się poskarżyć, że według mnie plastikowe to opakowanie, choć - teoretycznie - identyczne jak wedlowskie czy milki, jest jakieś takie tandetne. Jakby złej jakości? Złej jakości plastik, taa. Nieważne, rozprawiłam się z nim dość szybko, by jak najprędzej dostać się do
Zastanawiając się, czy w ogóle mam ochotę na mleczną czekoladę postanowiłam ją powąchać i.. wowowow, co się dzieje. Pachnie naprawdę intensywnie, jednak nie mlekiem czy kakao, a Michałkami i truflą. Z zawiązanymi oczami w życiu bym nie odgadła, że mam przed sobą tabliczkę Goplany. Stawiałabym na praliny średniej jakości, lekko okraszone alkoholem.
W konsystencji niczym szczególnym się nie wyróżnia, trochę tłusta, ale nie powiedziałabym, żeby topiła się tak wspaniale jak Milka. Jednocześnie uważam, że była trochę ziarnista i może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie pewien.. czynnik, który czyni tą czekoladę wyjątkową. O co mi chodzi?
Już mówię. Czytając recenzje Goplany na najróżniejszych blogach często spotykałam się z twierdzeniem, że ma w sobie pewien specyficzny posmak, często porównywany do aromatu migdałowego. Ja tych konkretnie orzechów nie czułam, za to wyraźnie był to smak zbliżony do czegoś nie tyle alkoholowego, co sfermentowanego. Smaczek pralin na wagę, trufli.. Michałków?
Po paru następnych gryzach moje odczucia się sprecyzowały: tak, oto orzechy zmielone na pył, zmieszane z mlekiem i kroplą esencji truflowej. To była właśnie ta ziarnistość: nie sproszkowane kakao, a orzechy właśnie. Totalny odlot, któremu jednak blisko było do plastiku i tandety.
Kawałki arachidów znajdują się tutaj także w całości (dobra, raczej w połówkach), ale z uwagi na smak czekolady czuć je bardziej pod zębami, niż faktycznie na języku i kubkach smakowych. Jak są, to fajnie, przynajmniej urozmaicają konsystencję. I wygląd przy okazji też.
Tu kończy się ta część tekstu, który napisałam jedząc czekoladę tuż po obiedzie. A teraz przyznam się do czegoś, za co powinno mi być haniebnie wstyd; Po zjedzeniu wyznaczonej połowy próbowałam sklecić rozbiegane myśli w recenzję i tak wyszło że sięgnęłam po następną kostkę.. I następną..
I zjadłam CAŁĄ tabliczkę.
Całą, calusieńką. Całe
Ocena: 7/10 + Order Wesołego Pingwina (mówię wam, to nie byle co)
Cena: 2,80zł




