Pokazywanie postów oznaczonych etykietą .Inne: czekoladki/pralinki. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą .Inne: czekoladki/pralinki. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 1 lutego 2016

Perugina, Czekoladki Baci 70% z orzechem i nadzieniem z nibsami + 44,8% z orzechem i nadzieniem orzechowym z orzeszkami

Uwaga! Dzisiejszy wpis jest nasycony zachwytami, pięknymi epitetami i ogólnym uniesieniem, któryewynika z niczego innego jak z jakości spożywanych produktów. Jeśli masz dość silnej woli żeby czytać mimo to, zapraszam - może dołożysz kolejne pozycje do słodyczowej listy must-have :D

Włoskie czekoladki Baci - produkt wzbudzający nostalgię u mojej mamy, jedzącej je za każdym razem podczas wizyt w tym kraju. Dla mnie były one niczym więcej, jak przyprawiającym o ślinotok kawałkiem historii.. Do czasu aż z Włoch nie przyjechała ciocia, przywożąc je mamie na urodziny. Przepełniona radością wyprosiłam wtedy jedną, robiąc jej przy okazji okropnej jakości zdjęcia, po czym 2 miesiące później, na święta, postanowiłam kupić jej takie same. Wariantu 'najczerniejszego' nie było, brałam więc co dali - wersję ala deserową. Także i tą zostałam poczęstowana, dzięki czemu mogłam zrobić zestawienie i oba warianty wam przedstawić.

 (Przepraszam, moje zdjęcie pudełka było paskudne i czekoladka też nie chciała się dać sfotografować)



Otoczka z czekolady jest naprawdę cudownie gorzka. A może lepiej powiedzieć: mocno kakaowa.  Minimalnie tłusta i rozpływająca się. Naprawdę miałam wrażenie, jakbym jadła świeżo zmielone kakao, zbite minimalną ilością dobrej jakości tłuszczu. Po takim wstępie miałam ochotę tylko na więcej.


Nadzienie jest zauważalnie słodsze, choć oczywiście do 'typowo' słodkich nie należy. Wyraziście kakaowe, ale w odmienny od czekolady sposób - uładzono gorycz, zamiast niej można wyczuć orzechowy pierwiastek, który zbliżyłby smakowo Baci do znanych nam Michałków, gdyby nie chrupiące drobinki, które znalazłam w środku.. Pokruszone kakao! W chwili przegryzienia uwolniły swój gorzki smak, świeży i niepozostawiający wątpliwości co do jakości produktu. Wiecie, czasami się zdarza, że w podobny sposób dodawane są orzeszki czy ziarenka kawy i bywają one miałkie i nijakie..

Degustacja tej Baci (bo dzieliłam ją na części) była słodko-gorzką ambrozją dla podniebienia. Czy raczej powinnam napisać: gorzko-słodką? Wisienkę na torcie stanowi soczysty orzeszek laskowy.
Życzę wam, żebyście mieli okazję ich spróbować. To coś więcej niż "warto".
Ocena: 10/10



Powłoczka z drugiego rodzaju Baci zawiera w sobie dokładne 44,8% kakao. Korci mnie, żeby zaokrąglić to do 45%, ale wtedy wyglądałoby to bardziej pospolicie, a w końcu wyjątkowe są to czekoladki.



Czekolada błyskawicznie topi się na języku pozostawiając gęstą, kakaową i wzbogaconą goryczką masę. Jest gładka, tłustawa i głęboka w smaku, jedząc ją nabrałam ochoty wskoczyć do wanny wypełnionej po brzegi płynną czekoladą. Jest naprawdę przepyszna i jej samej mogłabym dać dziesiątkę.


Nadzienie jest równie przyjemnie tłustawe, a jego smak odzwierciedla pojęcie nugatu moich marzeń. Wzbogacony o kakao, intensywnie orzechowy i gładki krem - zapomnijcie o Nutelli, pozbędźcie się jej zapasów tu i teraz! Chrupkości dodają mu podprażone (?) kawałeczki orzechów, do których poza rozmiarem nie mam o co się przyczepić. Tak jak w Dark Intenso, także i tutaj czekoladkę koronuje już przyzwoitych rozmiarów orzeszek.

Całość jest po prostu bezbłędna, chociaż ja czerpałam radość ze zgryzania warstw po kolei. Chociaż nie przebiła wersji Intenso, od 44,8% procentowej Baci mogliby się uczyć wszyscy producenci pralinek (jak i samej czekolady).
Ocena: 9/10


Schodząc na ziemię, na zakończenie chciałabym wam dać cynka, że w Leclercu można dostać czekoladę Baci w tej drugiej wersji!! Kosztuje koło 13zł i według mnie to bardzo dobra cena, ktokolwiek spotka niech bierze i się nie zastanawia! :)

środa, 7 października 2015

Merci - nugatowa i deserowa

Dziś wstęp nietypowy, bo Magia cukru zadała mi parę pytań w ramach LBA , za co bardzo dziękuję, pierwszy raz bawię się w coś takiego :D Ja jak to ja, muszę się rozpisać, więc jeśli nie jesteście zainteresowani - myk w dół do recenzji! 

1. Jakie było Twoje marzenie w dzieciństwie?
Nie takim wczesnym, bo gdy miałam 13 lat, moim marzeniem było zostać zawodową wrestlerką :D 
2. Dalej chcesz w zawodzie być kimś, kogo wymarzyłaś sobie jako dziecko?
Nie jestem pewna.. To było moje marzenie, ale gdy dzisiaj o tym myślę, wydaje mi się zbyt ekstremalne :P
3. Lubisz siebie taką jaką jesteś, czy chciałabyś coś zmienić?
Tak szczerze dopiero uczę się lubić siebie. Mogłabym być pewniejsza siebie i bardziej zdecydowana, ale nie mam parcia żeby kompletnie się zmieniać. 
4.  Lubisz zwierzaki? A może jakieś masz?
Mam dwa najukochańsze ( i najgłupsze i najbardziej wkurzające na świecie) koty. Prócz tego żaby w akwarium i pająki za szafą. 
5. Największa wtopa?
Niby każdy ma w życiu takie momenty, a gdy trzeba chowają się z tyłu głowy.. :P
6. Wolisz spędzać czas z przyjaciółmi, czy jesteś typem samotnika?
W moim przypadku jest to przyjaciółka/góra dwie w jednym czasie i do nich się ograniczam. Kiedyś chciałam mieć kupę znajomych, ale powoli mi to przechodzi. I coraz częściej doceniam chwile gdy jestem sama :P
7. Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze?
Bycie szczęśliwą. Tyle.
8. Lubisz przyrodę, czy centra handlowe?
Coś pomiędzy. Uwielbiam oddychać świeżym powietrzem, ale nie lubię narzucającej się przyrody. A w centrach handlowych zazwyczaj jest dla mnie za dużo ludzi. Chyba że są na pół puste, to spoko ;)
9. Co najczęściej robisz w wolnych chwilach?
Siedzę w internecie, czytam o sporcie i zdrowym żywieniu podjadając jednocześnie czekoladę.. Kiedy mam kasę chodzę do lumpów i tam przepadam na długie godziny.
10. Ludzie w dzisiejszych czasach patrzą w głównej mierze na wygląd, zgadzasz się z tym?
Na wygląd zwracamy największą uwagę w chwili poznania, później, stopniowo, traci on na znaczeniu - a przynajmniej powinien. Nie wierzę w 100%, że to wnętrze jest najważniejsze (w końcu na naszą opinię o innych ma wpływ także odwaga tych osób, umiejętność wypowiadania się itp.), ale na 200% nie jest to też wygląd.
11. Gdybyś mogła sama ułożyć sobie życie, zawód, wygląd, wszystko, jakby ono wyglądało? A może nie chciałabyś nic zmieniać?
W życiu chciałabym po prostu być szczęśliwa, ale nie wiem, co mogłoby mi to szczęście przynieść. Może okaże się, że za 20 lat wyląduje na Arktyce i będę świetnie się bawić jeżdżąc na niedźwiedziach polarnych? Kto wie. :D

Ja tymczasem nominuję Natalię, Karolinę, Angelikę i Monikę i Olgę. Kto zechce, niech odpowiada, pytań mam :D
1. Co wg. ciebie jest więcej warte - przyjaźń czy miłość? A może nie da się wybrać jednego?
2. Siostry/bracia czy bycie jedynakiem? Co myślisz o rodzeństwie, które się kłóci i - ogólnie - nie dogaduje?
3. Jakie masz podejście do zwierząt?
4. Czy jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić ot tak, bez wkładania w to pracy?
5. Lubisz siebie? Jeśli tak szczerze, to co jest wg. ciebie kluczem do tego?
6. Chciałabyś wyjechać za granicę, czy raczej jesteś przywiązana do miejsca/kraju zamieszkania?
7. Lecisz na bezludną wyspę - jaką jedną osobę i rzecz zabierasz ze sobą?
8. Jestem złotą rybką, a ty właśnie mnie złapałaś - masz jedno życzenie, wal :D
~ ~ ~
Dobra, przejdźmy do części właściwej; Merci wygrzebane przez mamę z kredensu z.. nieznanego mi powodu, ale skoro już ujrzały światło dzienne (a właściwie światło lampki, stąd te wspaniałe zdjęcia), nie mogłam ich nie spróbować. Wzięłam dwa smaki, których nigdy wcześniej nie jadłam, zawsze stawiając na wersję mleczną lub z orzeszkami. 

Merci - deserowa mleczna (ki diabeł?)
Otworzyłam, powąchałam.. I poczułam coś dziwnego. To nie był zapach typowej deserówki, zalatywała plastikiem czy innym tworem. Nie jakoś mocno, ale jednak.



Odgryziony kawałek za nic nie chciał się rozpuszczać: potraktowałam go siekaczami i uczucie było takie, jakbym jadła glinę. Ok ok, trochę te Merci przeleżały w szafce, ale na pewno nie były po terminie. Taka zaklejająca masa, ni to twarda, ni to miękka. I z jeden strony była masywna, a z drugiej miałka, nijaka. Smakowała też dość nijako - trochę za słodka jak na deserową, natomiast kakao było proszkowe i jakby 'oddzielone' od części mlecznej. Nawet nie miałam ochoty jej kończyć, co z racji na rozmiar nie powinno być wyczynem.
Ocena: 5/10

Merci nugatowa
Zapach przywodzi mi na myśl Ferrero Rocher, od razu wyobraziłam sobie ich smak i spojrzałam na czekoladkę trochę przychylniej. Oby tylko nie była to złudna nadzieja jak w przypadku Lindt Hazelnut..


Najpierw warstwa czekolady - jest bardzo słodka, aż lekko szczypie w gardło. Kakao też w niej czuć, choć cukier mocno je przyćmiewa. Na szczęście nie daje żadnym plastikiem, ale nie jest też na tyle smaczna, żeby chciało się jeść ją solo. Jeśli identycznie smakuje ta z klasycznych, mlecznych Merci, to dziwię się, że tak mi kiedyś smakowały. Chociaż w sumie były to czasy, gdy herbatę słodziłam trzema łyżeczkami cukru, więc.. Nieważne. 


Środek jest mocno orzechowy, a do tego trochę gorzki, taki smak podstarzałego orzecha. Mniej słodki (na szczęście) od czekolady, w pewnym stopniu nawet równoważy jej słodycz. Odpowiednio tłustszy, ale nie jest to poziom Lindtorów. 
Z tego co piszę wynikałoby, że nie jest to czekoladka najwyższych lotów, ale prawdę mówiąc bardzo mi smakuje. Nie jest może najlepsza do rozkładania na części pierwsze i skupianiu się na każdym elemencie z osobna, ale jedząc ją jako całość - daje radę. Gdyby ktoś mógłby podarować mi bombonierkę złożoną tylko z tych czekoladek.. Nie obraziłabym się :D
Ocena: 7,75/10

A tymczasem będąc w Almie upolowałam mini czekoladki Lindta (te deserowe/gorzkie w 4 smakach) za 6zł :D Kasjerka dziwnie się na mnie patrzyła, z racji że kupowałam tylko je i puszkę Paprykarza.. Ale kto by się przejmował.

niedziela, 6 września 2015

Góralskie praliny: kokos, żurawina

Nie ma nic gorszego (dla mnie) niż dokonywać życiowego wyboru (pralinek), mając na karku zniecierpliwioną, skąpaną w typowo-Krupówkowym deszczu rodzinę. Nie umiem działać pod presją, zauważyłam, że zwykle podejmuję wtedy "bezpieczniejsze" wybory (po wcześniejszej, parokrotnej zmianie zdania..). Przez brak odpowiedniej ilości czasu wyszłam z cukierni niosąc zaledwie dwie sztuki serowych-czekoladek-bez-sera w dość oklepanych smakach. Gdybym mogła tam wrócić i na spokojnie pomyśleć, wzięłabym ten cholerny oscypek czy inną bryndzę. A tak to masz babo placek dwie rażąco zwyczajne czekoladki, których, mam nadzieję, wygląd nie jest jedyną zaletą.

(Takie śliczne.. Czas to zniszczyć ;_;)


Pierwsza z pralinek jest żurawinowym nadzieniem oblanym wartwą warstewką deserowej czekolady. Tak, dokładnie w tej kolejności, ciemna pokrywa jest tak cienka, że trudno mi było wychwycić jej smak. Lekko gorzkawa, mniej kakaowa, wydaje mi się, że wyczułam w niej odrobinę kwaśności. Może jakby połączyć ze sobą dziesięć takich warstw, wyszłaby całkiem smaczna, deserowa czekolada. Może, nie jestem pewna, w takiej ilości ani nie przeszkadzała, ani specjalnie nie zachwycała.


Jak wspominałam, istotę tej praliny stanowiło wnętrze. Był to niesamowicie aksamitny mus, pierwszy raz spotkałam się z tak gładkim nadzieniem. Pierwsze, co w nim poczułam, to alkoholowa nuta - niby nic niezwykłego, ale to nie był typowy, nachalny aromat: to był lekki powiew procentów, jak delikatnie piekąca język bryza.. Pisząc o czeskim Artemisie podkreślałam, że takie smaki to zupełnie nie moja bajka. Tu było inaczej, dodatek alkoholu bardzo mi podpasował. Byłam naprawdę mile zaskoczona, jednak nie dla takich wrażeń wzięłam tą pralinę.

A więc pytanie, czy w czekoladce znalazło się miejsce dla żurawiny? Niestety nie, ginie przytłoczona przez silniejsze aromaty, pozostając jedynie cieniem trudnym do wychwycenia. Nie wiedząc, z jakim smakiem mam do czynienia, stawiałabym na mieszankę owoców leśnych. Pomijając, było nie było, przekłamanie ze strony producenta, mój zawód jest o tyle większy, że jeszcze nigdy nie jadłam żurawiny w wersji na słodko, zawsze była dodatkiem do oscypka czy (kiedyś) mięs. Gdybym miała parę sztuk tych pralinek, może udałoby mi się coś wyczuć - przy jednej to nie było możliwe, całość jest tak lekka (a przy tym mało słodka), że zanim się zorientowałam, pozostała już tylko wspomnieniem. Przyjemnym, ale mało wyrazistym i pozostawiającym niedosyt wspomnieniem.
Ocena: 6/10
Cena: 2zł, cukiernia w Zakopanym

Po drugi smak sięgnęłam, wbrew mojej osobowości i upodobaniom, ze średnią ekscytacją. Wizja piekielnie słodkiej, białej czekolady połączonej z kokosowym, zapewne tłustym nadzieniem - to nie było pocieszenie, którego potrzebowałam po poprzedniej pralince. Nie zamierzałam jednak otwierać niczego innego, jak się powiedziało a, trzeba było powiedzieć be. Wgryzłam się.. i momentalnie poczułam, jak pieką mnie zęby i dziąsła, tym razem za sprawą tony cukru. Ugh, zamiast lekkości - przytłaczająca słodycz, minimalnie wzbogacona kremowością. Czego bym jednak nie znalazła pozytywnego w tej czekoladzie, i tak ginęło w fali przecukrzenia.


W tej pralince proporcje otoczki do wnętrza były mocno inne: biało-czekoladowa powłoka skojarzyła mi się z egipskim sarkofagiem, skrywającym faraona nadzienie tak głęboko, że dopiero po dokładnym ogryzieniu wierzchniej warstwy udało mi się je wyczuć. W konsystencji przypominało.. roztopione masło potraktowane żelatyną i posklejane w gluty. Poważnie. W środku pałętało się (dosłownie) parę wiórków kokosowych, zbyt słabych, żeby ich smak wybił się ponad całość. Trochę pochrzęściły pod zębami i to by było na tyle. Oczywiście nadzienie niosło za sobą kolejną dawkę cukru, ale specjalnie mnie to nie wzruszyło, i tak całość pozostała słodka jak diabli. Szkoda, wielka szkoda, naprawdę żałuję że nie wzięłam więcej smaków, może zaskoczyłyby mnie czymś pozytywnym.
Ocena: 4/10
Cena: j.w

Gwoli wyjaśnienia: żurawinowa pralinka o wiele bardziej mi smakowała, jednak nie dostanie wyższej noty, bo nie sprostała moim oczekiwaniom. Natomiast kokosowa nie była na tyle zła, żeby dostać 3 lub niżej, jej główną wadą było przecukrzenie, gdyby nie to, mogłaby okazać się całkiem niezła. 
(Porządek musi być.)