Kontynuując mini-przygodę z mini Amatllerami jako czwartą zjadłam 'tabliczkę' mleczną, nie martwiąc się specjalnie tym, że zabraknie mi jej (ilościowo) do stworzenia pełnego opisu. Nie miałam też za bardzo na to ochoty, oczekiwałam prostej, dobrej jakościowo przyjemności.
Jest bardzo jasna, powiedziałabym że wręcz beżowo-brązowa. Za to pachnie dość.. kontowersyjnie, bo z jednej strony upajająco słodko i karmelowo, z drugiej czułam w niej 'poniuch' fuzji Wedla i Lindt'a. Wat?
Rozpuszcza się dość powoli. Jako pierwsza.. Mmm, karmelowość, czy raczej krówkość, taka mocno słodka śmietanka z krówką. Nie jest to typowo 'karmelowa' czekolada, jak ta Wedlowska czy Zotter'owska. Tamtych nie jestem wielką fanką, za to Amatller.. Ojej, przepyszna! Zdecydowanie czuję w niej też udział wanilii (aka waniliny). Gdy już zacznie się rozpływać, robi to dość szybko z odpowiednią dozą tłustości i bez zaklejania. Co mnie trochę zdziwiło: naprawdę ciężko było mi odnaleźć w tej mieszance kakao.
Zapach do mnie nie przemawiał, ale sama czekolada okazała się boska. Rozkosznie, ale nieprzesadnie słodka, krówkowo-waniliowa i mocno mleczna. Uderza w te nuty zdecydowanie wyraźniej od Lindt'a, stety/niestety? na rzecz kakao. Teoretycznie powinnam być zawiedziona jego udziałem, ale nie jestem, bo mam wrażenie, jakby producent specjalnie poszedł w innym kierunku przy tworzeniu tej czekolady. Inaczej uważałam przy np. Lindt'cie Caramel Croquant, tam zdecydowanie mi kakao brakowało. Za całością przemawiała także wysoka jakość wykonania.
Mleczna Amatller 32% to czekolada niecodzienna, ale wiem, że gdyby znowu nastał 'ten dzień', zjadłabym ją z dziką rozkoszą. Zaczynam się poważnie zastanawiać nad zakupem białej i deserowej.
Ocena: 9/10
Cena: 2,40zł
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amatller. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Amatller. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 10 marca 2016
czwartek, 25 lutego 2016
Amatller, gorzkie Ecuador 70% & Ghana 70%
Dzisiaj porównanie dwóch miniaturek Amatller: 70-cio procentowych Ekwadoru i Ghany. Jest to dla mnie zupełnie nowe doświadczenie, dotąd nawet nie zastanawiałam się nad pochodzeniem kakao z tabliczkach które jadam. Nie będę rozpisywać się jak bardzo cieszyłam się na tą degustację, zamiast tego przejdę od razu do rzeczy, prosząc z góry o wyrozumiałość bo to mój 'pierwszy raz' ;>
Zaczęłam od Ekwadoru który odznaczył się silniejszym od Ghany zapachem: mi wydał się ziołowy. Łamie się z wyraźnym chrupnięciem i jest dość twardy. Jako pierwsza wyłoniła się kwaskowość, którą ja określiłabym jako cytrusową. Cytrynową?
Przy tym lekka tylko pylistość, bo czekolada raczej rozpuszczała się gładko. Trochę wysusza usta, ale znów: tak jak 85% jest na swój sposób soczysta. Zapewne wpłynął na to posmak cytryn. Miałam także wrażenie podszczypywania w język, jakby od jakiegoś ziołowego lekarstwa.
Mimo tych nut czekolada jest dość łagodna i (na szczęście) fajnie czekoladowa. Taka (w dużym cudzysłowie) "po prostu" gorzka czekolada 70% dobrego wykonania. Smakowała mi, ale nie oszalałam na jej punkcie jak na wersji 85%.
Ghana pachnie delikatniej i, powiedziałabym, zwyczajniej, bo bardziej kakaowo.
Rozpuszcza się oporniej niż Ekwador i w przeciwieństwie do niej pierwsze co poczułam, to rozkoszną goryczkę, którą jednak nie od razu zidentyfikowałabym jako kakaową. Po chwili wyczułam w niej coś kwaśnego i po zastanowieniu się doszłam do wniosku, że przypomina mi ona kwaśną kawę. Wiecie, nie jestem kawowym smakoszem, gdy robię sobie espresso rozróżniam tylko dwa typy, które naprzemiennie do domu kupujemy: gorzką i kwaskową. Tu jest ten drugi typ, za którum w formie napoju nie przepadam, ale 'w czekoladzie' mi smakował.
Gdzieś w niej jest ukryta słodycz, która raz się pojawiała, raz znikała, ale gdy była obecna, trudno jej było nie zauważyć.
Jedząc tabliczki kęs po kęsie, to Ekwador wydawał mi się słodszy. To dziwne, na początku odebrałam go jako wyraźnie kwaskowego. Czyżby był to pojedynek słodkiej pomarańczy z cierpkawą kawą, której wierzch posypano cukrem trzcinowym?
Tak, Ekwador jest kwaśniejszy, a przy tym (o ironio?), słodszy; Do tej mieszanki doszedł ziołowy posmak. Kawowy aromat z Ghany bardziej przypadł mi do gustu i tym większą mam przez to ochotę na wypróbowanie jej ciemniejszego wariantu.
Oceny: Ekwador - 8/10
Ghana - 8.5/10
(Przepraszam za brak zdjęcia samej tabliczki, wyszło tak niewyraźne że nie mogłam go tu wstawić. Będzie ją widać w porównaniu na dole)
Przy tym lekka tylko pylistość, bo czekolada raczej rozpuszczała się gładko. Trochę wysusza usta, ale znów: tak jak 85% jest na swój sposób soczysta. Zapewne wpłynął na to posmak cytryn. Miałam także wrażenie podszczypywania w język, jakby od jakiegoś ziołowego lekarstwa.
Mimo tych nut czekolada jest dość łagodna i (na szczęście) fajnie czekoladowa. Taka (w dużym cudzysłowie) "po prostu" gorzka czekolada 70% dobrego wykonania. Smakowała mi, ale nie oszalałam na jej punkcie jak na wersji 85%.
Ghana pachnie delikatniej i, powiedziałabym, zwyczajniej, bo bardziej kakaowo.
Rozpuszcza się oporniej niż Ekwador i w przeciwieństwie do niej pierwsze co poczułam, to rozkoszną goryczkę, którą jednak nie od razu zidentyfikowałabym jako kakaową. Po chwili wyczułam w niej coś kwaśnego i po zastanowieniu się doszłam do wniosku, że przypomina mi ona kwaśną kawę. Wiecie, nie jestem kawowym smakoszem, gdy robię sobie espresso rozróżniam tylko dwa typy, które naprzemiennie do domu kupujemy: gorzką i kwaskową. Tu jest ten drugi typ, za którum w formie napoju nie przepadam, ale 'w czekoladzie' mi smakował.
Gdzieś w niej jest ukryta słodycz, która raz się pojawiała, raz znikała, ale gdy była obecna, trudno jej było nie zauważyć.
Po lewej Ghana, po prawej Ekwador
Jedząc tabliczki kęs po kęsie, to Ekwador wydawał mi się słodszy. To dziwne, na początku odebrałam go jako wyraźnie kwaskowego. Czyżby był to pojedynek słodkiej pomarańczy z cierpkawą kawą, której wierzch posypano cukrem trzcinowym?
Tak, Ekwador jest kwaśniejszy, a przy tym (o ironio?), słodszy; Do tej mieszanki doszedł ziołowy posmak. Kawowy aromat z Ghany bardziej przypadł mi do gustu i tym większą mam przez to ochotę na wypróbowanie jej ciemniejszego wariantu.
Oceny: Ekwador - 8/10
Ghana - 8.5/10
wtorek, 23 lutego 2016
Amatller, gorzka Ecuador 85%
Jak ja lubię miniaturki! Gdy nie są przesadnie małe (np. 5g, mały cukierasek) i do tego ładnie zapakowane, mogą okazać się ratunkiem dla biednego portfela i spragnionej słodyczy duszy. Czekolady Amatller (dostępne w sklepach Piccola Italia & Mediterraneo) okazały się występować w pokaźnej gamie smaków, a że ja nie chciałam ograniczać się do jednego, postawiłam na parę tabliczek w wersji mini. Ważą one po 18g, a trzy z nich mają przepiękne opakowania, które już trafiły do mojej kolekcji. Przedstawię je wam wg. chronologii jedzenia, jako pierwszą pochłonęłam 85% z kakao z Ekwadoru.
W zapachu, oprócz dość ciężkiego kakao, wyróżnia się coś drzewnego czy ziołowego. Nie są to najlepsze określenia dla tej nuty, ale lepszych nie znalazłam.
Przystąpiłam do łamania mini tabliczki. I tu mój komentarz z zapisków w telefonie: Jeeju jaki trzask! Bacząc na moje zerowe doświadczenie z gorzkimi czekoladami - najgłośniejszy jaki słyszałam. Ciekawa jestem, jak twarda byłaby ta czekolada, gdyby dano jej grubszą warstwę.
Konsystencja czekolady jest przyjazna pomimo tych 85%, bo nie szorstka, ani też nie tłusta, coś pomiędzy. Przy pierwszym gryzie najprędzej naszło mnie skojarzenie z sadzą lub czymś przypalonym, potem przyszła kwaśność i ona także wydawała się.. hmm.. 'sfajczona'. Jednocześnie nie była zalewająca i wykrzywiająca twarz, powiedziałabym raczej, że uderzała punktowo, podczas gdy w tle grasował ten smaczek spalenizny.
W opozycji do tej mimo wszystko ostrej mieszanki, kakao było aromatyczne i w pewien sposób złudnie słodkie. Ciekawa jestem, jak by się spisało przy większej ilości czekolady, to niesamowite ile smaku miała w sobie taka cieniutka tafelka.
Czekolada porządnie wysuszała usta, ale co ciekawe w notatkach miałam napisane, że wydała mi się także orzeźwiająca. Sporo zaskoczeń spotkało mnie przy jej jedzeniu, a suma sumarum niezwykle mi zasmakowała, zaskoczona byłam, że tak bardzo! Chciałabym spróbować także miniaturki 85% z Ghany, to byłoby ciekawe porównanie.
Ocena: 9/10
Cena: 2,80zł,
W zapachu, oprócz dość ciężkiego kakao, wyróżnia się coś drzewnego czy ziołowego. Nie są to najlepsze określenia dla tej nuty, ale lepszych nie znalazłam.
Przystąpiłam do łamania mini tabliczki. I tu mój komentarz z zapisków w telefonie: Jeeju jaki trzask! Bacząc na moje zerowe doświadczenie z gorzkimi czekoladami - najgłośniejszy jaki słyszałam. Ciekawa jestem, jak twarda byłaby ta czekolada, gdyby dano jej grubszą warstwę.
W opozycji do tej mimo wszystko ostrej mieszanki, kakao było aromatyczne i w pewien sposób złudnie słodkie. Ciekawa jestem, jak by się spisało przy większej ilości czekolady, to niesamowite ile smaku miała w sobie taka cieniutka tafelka.
Czekolada porządnie wysuszała usta, ale co ciekawe w notatkach miałam napisane, że wydała mi się także orzeźwiająca. Sporo zaskoczeń spotkało mnie przy jej jedzeniu, a suma sumarum niezwykle mi zasmakowała, zaskoczona byłam, że tak bardzo! Chciałabym spróbować także miniaturki 85% z Ghany, to byłoby ciekawe porównanie.
Ocena: 9/10
Cena: 2,80zł,
Subskrybuj:
Posty (Atom)












