Wreszcie się zebrałam i rozprawiłam z drugą częścią miniaturek od RS'a; Notatki sporządzone podczas ich jedzenia walały mi się po komputerze i wprawiały w nieziemskie poczucie winy. "Czemu rozdzielasz nas od naszych braci? Oni mieli szansę zabłysnąć na blogu już dwa tygodnie temu!" - krzyczały, a ja próbowałam je uspokoić, wytłumaczyć sytuację, ale wiecie.. Ciężko się z nimi dyskutuje. A gdy sięgnęły po swoją sekretną broń, czyli Zaklejającą Usta Słodycz i Moc Brudzenia i Zlepiania Palcy (tak, żebyś nie mógł się bronić), nie miałam innego wyjścia i spasowałam. Tym sposobem postał post, a razem z nim ten dziwny wstęp i wyjątkowo rozmazane zdjęcia. Przynajmniej czekolada była smaczna. c:
~ ~ ~
Knusperflakes
Pachnie słodko-kakaowo i tak też w dużej mierze smakuje. Troszkę za dużo cukru, ale bez tragedii, za to jest to (przyjemnie) słodkie kakao, które naprawdę bardzo lubię w Ritter Sportach.
Kukurydziane chrupki są.. Ja wiem, może trochę mniej "kukurydziane" niż w bliźniaczej Fin Carre, ale że tamte czekolady nie są zbyt popularne to i takie porównanie wiele warte nie jest. Na pewno bardzo chrupiące, co w miększej czekoladzie czy nadzieniu mogłoby być problematyczne, ale tutaj jest w porządku bo i sama czekolada do 'rozlazłych' nie należy. Wszystko jest zwarte, konkretnie słodkie i smaczne. Ale za ten cukier więcej nie dostanie.
Ocena: 7/10
Marcepan - mój odwieczny wróg
Kakaowo-"deserowy", lekko.. kwaśnawy(?) zapach. Tak się waham bo nie wydaje mi się, żeby ta czekolada miała tyle kakao, żeby mogła być kwaśna.
I bynajmniej nie jest - trochę plastikowa, trochę bezsmakowa, ale ogólnie do przeżycia. Osobiście wyróżniam dwa typy deserówek, czyli a)
omójbożejakiedobre lub wyjątkowe w inny sposób (Lindt, Jedyna), lub b) bardzo nijakie, gorsze od przeciętnej mlecznej (Wawel, polewa z tanich czekoladek). Ta zalicza się do drugiej kategorii.
Kryjący się w środku, mrożący krew w żyłach marcepan jest (dosłownie) gliniasty, jak pozlepiany pasek. Jego smak nie jest tak intensywny, jak mógłby być (yyyeeeuuu fu.), ale i tak nic dobrego w nim nie znajduję. Ot, mniej twarz skrzywiający niż zazwyczaj.
Ocena: 4,5/10
Nougat
Ohoho, na niego czekałam. Lata świetlne (aka z rok) temu go jadłam i byłam nim zachwycona. Jak było dzisiaj?
Po zapachu - obiecująco, bo intensywnie, ciężko, upajająco. Orzechowo-nutellowo, choć tej drugiej pani miałam nadzieję w środku nie znaleźć.
Czekolada jest odrobinę plastelinowa, słodka i kakaowa. Ogólnie podobna do innych miniaturek, ale jakby coś z konsystencją było nie tak, ta glinowatość podawała w wątpliwość jej świeżość. Z pewnymi obawami wzięłam się za środek, który był gęsty i zalepiający. Nie tłustawy i topiący się, a taki mulisty. W smaku, tak jak pamiętam, mocno orzechowy, no po prostu dobry nugat. Ale ta gęstość.. Coś było nie w porządku. Niestety nie miałam drugiej sztuki żeby móc je porównać, ale jestem pewna, że pełnowymiarowa wersja tej tabliczki nie była taka. Pamiętam kremowość, delikatność.. Tutaj tego nie znalazłam. Jeśli musiał mi się trafić trafny egzemplarz, to dlaczego akurat tego smaku?! ;_;
Ocena: 7/10
Haselnuss
Ech, te rozdrobnione orzeszki. Rzecz dla mnie niezrozumiała, po co niszczy się twór idealny, ale jak dali to spróbować trzeba.
Czekolada - standardowo inna od teoretycznie identycznych poprzedniczek, w tym wypadku na plus: aromatyczna, wybornie kakaowa, gęsta. Chciałoby się rzec - obfita. Nie będę próbować tłumaczyć tego skojarzenia, taka jest i kropka.
Z drugiej strony: rozdrobnione orzechy, które nie dają tyle szczęścia i smaku jak te nienaruszone. Brak mi było porządnie chrupiącego efektu. Te kruszynki wręcz odrobinę mnie denerwowały, bo jedzeniu tej tabliczki nieustannie towarzyszyło uczucie resztek za zębami. A to były orzeszki. :(
Cry every time.
Ocena: 7,5/10
Cena: 8,50zł za zestaw
Zupełnie nieważne post scriptum:
Coś mi odbiło i naszło mnie na podzielenie się czymś o mnie z wami. W końcu czemu nie? Nie dzielę się za bardzo swoimi zainteresowaniami tutaj, a kto wie, może znajdzie się ktoś z podobnym gustem do mnie?
Jeśli kogoś nie zainteresuje - 'widzimy' się przy następnej recenzji :)
Na początek - w życiu miałam trzy ostre 'fazy', z których dwie wspominam dobrze, jedną mniej.
1) Wrestling - tak tak, mała Zosia uwielbiała patrzeć na bijących się facetów w (cytując moją mamę:) "kolorowych spodenkach". Od wieku ok. 10 lat do 13 było to całe moje życie <3
2) Anime - ze dwa lata temu zaczęłam oglądać i później cały rok spędziłam tylko na tym. Oczywiście potem miałam przesyt i patrzeć na to nie mogłam. A teraz oglądam znów (umiarkowanie). Jeśli ktoś też jest fanem, może się ujawnić w komentarzu :D
3) Diety, sport, odżywianie - od ćwiczeń z panią Chodakowską, przez bieganie aż do domowej siłowni. Spora zajawka przez którą miałam się za panią Wszechwiedzącą. Znaczy trochę to wiem, ale ja raczej mówiłam jedno (Nie jem cukrów, białego pieczywa, blebleble) a potem robiłam kompletnie głupie rzeczy, nad którymi nie warto się teraz rozwodzić. Nie polecam, naprawdę lepiej posłuchać przyjaciół i bliskich, którzy mogą nie wiedzieć czym jest indeks glikemiczny, a koniec końców przejawiają większe objawy zdrowego rozsądku ;)
To by było na tyle póki co. Kto nie usnął, chwała mu i do zobaczenia następnym razem.