Czasami narzekam sama przed sobą, że będąc młodszą i mając więcej wolnego czasu nie zapisałam się na żadne rozwijające zajęcia, jak nauka gry na pianinie, taniec czy śpiew. Gdyby ktoś zapytał mnie o moje umiejętności, co ja potrafię, miałabym spory problem żeby odpowiedzieć. Jeść? Spać? Pływać? Śmiać się jak wariat, z siebie i z wszystkiego dookoła? Nie brzmi zbyt imponująco. Jednak jak to mówią, potrzeba rodzi wynalazki i tak oto dzisiaj wynalazłam sobie zdumiewającą, piekielnie użyteczną i niepowtarzalną umiejętność: pełne funkcjonowanie bez niektórych, wydawałoby się niezbędnych, zmysłów. Zatoki bolą, nos cały zapchany - to nie problem, dokończę degustację i ocenę czekolady otwartej parę dni wcześniej. Łzy zalewają oczy, widzę jak przez mgłę? {ff, co to dla mnie, pamiętam ustawienie wszystkich klawiszy na klawiaturze. Co prawda raczej nie starczy mi sił na sprawdzenie ewentualnych błędów, ale pokładam nadzieję w nieomylności i wyćwiczeniu moich palców.
Mount Momami, trójkątna czekolada, pomarańcza. Nie powiem żeby te skojarzenia przemawiały na korzyść dziś opisywanej tabliczki, ale lwią jej część dostałam 'za darmo' od mamy, której zwyczajnie nie przypadła do gustu. Dała mi ją na spróbowanie zaledwie parę dni po tym, gdy przeczytałam o niej u Kimiko - ach te zbiegi okoliczności ;) Wtedy ją obfotografowałam, zjadłam kostkę i z bólem serca resztę zwróciłam. Ale że mamie właśnie niezbyt smakowała, po paru dniach otrzymałam ją z powrotem. W międzyczasie zdążyłam zachorować i trochę bałam się, że już wystarczająco 'jej' nie poczuję, ale, o dziwo, udało się to bez większych komplikacji. Więc oto jest, deserowa (nie gorzka) czekolada z pomarańczą (nie czerwoną pomarańczą czy grejpfruitem, nope :'>).
Zapach ma bardzo przyjemny: kwaśnawo cytrusowy, nie powiedziałabym, że wyłącznie pomarańczowy. Pachniała trochę świątecznym Lindtem Weihnachts Orangen-Truffel - mniam!
Solidne grube kostki w kształcie trójkątów równobocznych aż prosiły się o zniszczenie.
Miłe pyknięcie (nie trzask) pod zębami i jedziemy. Od razu poczułam niesamowitą, maślaną wręcz gładkość, dawno nie miałam z taką do czynienia w deserowej czekoladzie. Naprawdę jest 'na dotyk' bardzo przyjemna. Topi się równie gładziutko, uwalniając od pierwszej chwili zarówno słodycz, jak i kwasek pochodzący bezsprzecznie z pomarańczy. Nie skórki pomarańczowej, jej tu nie było w ogóle. To była pomarańcza, a dokładniej - pomarańczowy olejek, zmieszany na jednolitą masę z czekoladą. Przez ten aspekt ciemna Momami bardzo przypominała mi wcześniej wspomnianego Lindta: łączy je brak naturalności w obiecanej pomarańczy, co dla większości (na pewno zdecydowanej) będzie minusem - to oczywiste - ale dla mnie, jako że nie przepadam za tym owocem w czekoladach, jest to plus. Z tego powodu myślę, że moja ocena będzie.. Hmm, jakby to ująć.. Jeszcze bardziej subiektywna niż zwykle.*
Czekolada jest dość słodka, nawet jak na deserówkę, ale przyznam że pasowało mi to do owocowo-olejkowych smaków. Kakao, nad którym zazwyczaj najdłużej można się rozwodzić, jest przytłumione, przesłonięte aromatem wiadomego owocu; to iście pomarańczowe kakao. I znów: to niby niedobrze, ale jest w tym jedna ciekawa rzecz, a mianowicie wrażenie soczystości w czekoladzie (tak jakby płynęła ona z pomarańczy), która, jestem prawie pewna, tak naprawdę jest tłustością płynącą z kakao.
Szczerze przyznam, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Szansę tej czekolady oceniałam na naprawdę małe, z powodów wymienionych na początku posta, jak i tego, że do czasu recenzji Kimiko żyłam w przekonaniu, że dodatkiem w tej czekoladzie jest grejpfrut. Lub egzotyczna (bo czerwona) odmiana pomarańczy. A tu nie dość, że dodatek plebejski, nie dość, że antonim do słowa naturalny, to jeszcze tak zgrany z czekoladą i tak dobry! Kupiłabym tą czekoladę jeszcze raz, gdybym mogła.
Ocena: 8/10
Cena: niestety nie wiem, chyba koło 7zł
*wiem wiem, ocena nie może być obiektywna. Cii, spokojnie naziści językowi xD
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mount Momami. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mount Momami. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 12 kwietnia 2016
czwartek, 4 lutego 2016
Exquisit (aka Mount Momami): biała z solą, solonymi migdałami i wanilią
Kaufland i kauflandzkie dobrocie to pozycje szczególnie ważne na mojej liście Ulubionych (jako konsumenta). Lubię ten sklep, lubię jego gazetki i akcje promocyjne, a gdy w okresie około-świątecznym jego asortyment powiększył się o odpowiednik czekolady, do której wzdychałam już na niejednym blogu, moja lubość urosła do rozmiarów miłości. Oczywiście pojechałam ją nabyć przy najbliższej możliwej okazji, a potem.. Potem czekałam na odpowiedni moment, żeby ją otworzyć. W końcu nadszedł ten sławny dzień: lekki obiad, miejsce w brzuszku, dobra kawa i jedziemy!
Po bliższym wwąchaniu do mojego nosa dobiegł słodki aromat wanilii. Kojarzył mi się z czymś, co już w życiu jadłam/piłam, ale jeszcze nie wiedziałam, co to takiego.
Podzielenie tabliczki jest, lekko mówiąc, dość problematyczne. Nierównomiernie rozmieszczone migdały zirytowały mnie na początku, ale w sumie dzięki temu miałam więcej czekolady solo do spróbowania. Już przy łamaniu zdziwiłam się, że jak na białą jest bardzo twarda. W buzi rozpuszczała się powoli i gęsto. Co do smaku... Słodycz, mleko, aaa bardzo słodkie waniliowe mleko! Też dostawaliście w szkole podstawowej smakowe mleka w kartonikach? To gratuluję, dzięki tej czekoladzie przeniesiecie się do tych wspaniałych lat. Mimo wszystko nie spodziewałam się takiego smaku, myślałam o delikatnych, kremowych nutach..
..A tu nagle bach, trafiłam na ziarenko soli i już nie było tak słodko. Ta słoność tak bardzo kontrastowała z waniliową słodyczą czekolady, że w pierwszym momencie te smaki wydały mi się aż zbyt skrajne. Zgryzłam jej kawałek, po czym przeszłam do części wypełnionej dorodnymi migdałami. A z nimi, naprawdę, ma żartów. Są bardzo twarde, bardzo chrupiące i bardzo słone.Skutecznie równoważą słodycz Wait, one ją prawie zabijają.
Przy jedzeniu ich przeszkadzało mi wrażenie, że zostały wcześniej przesmażone, a przez to wszystkie orzechy smakują podobnie tłusto-słono. Można by to zrobić inaczej, lekko podprażyć, a tej soli sypnąć obok nich, byłoby więcej migdała w migdale. Tak przynajmniej ja je odebrałam i za to punkt odejmę, dla większości z was pewnie nie będzie to problemem.
Zabierając się za tą tabliczkę byłam pewna, że pożrę całą w jedno popułudnie i szybko stanie się ona błogim wspomnieniem. W praktyce jadłam ją parę dni, nie mogąc zjeść więcej niż kawałek na raz; Była to jedna z najsłodszych czekolad, jakich próbowałam, dla mnie zdecydowanie za słodka.
Poza tym wolałabym więcej głębi i subtelności, np. więcej śmietanki, a mniej wanilinowej wanilii. Obniżyłabym słodycz, bez udziału soli nie byłabym w stanie zjeść jej do końca. Słona przyprawa mogłaby też być bardziej równomiernie rozmieszczona. Jak widzicie, dużo mam "ale" do tej Exquisit, co chcąc nie chcąc przełoży się na ocenę. Mimo to uważam, że była warta wydania tych siedmiu (?) złotych, choćby po to żeby wyrobić sobie opinię.
Ocena: 7/10
Cena: 6,99zł
Po bliższym wwąchaniu do mojego nosa dobiegł słodki aromat wanilii. Kojarzył mi się z czymś, co już w życiu jadłam/piłam, ale jeszcze nie wiedziałam, co to takiego.
Podzielenie tabliczki jest, lekko mówiąc, dość problematyczne. Nierównomiernie rozmieszczone migdały zirytowały mnie na początku, ale w sumie dzięki temu miałam więcej czekolady solo do spróbowania. Już przy łamaniu zdziwiłam się, że jak na białą jest bardzo twarda. W buzi rozpuszczała się powoli i gęsto. Co do smaku... Słodycz, mleko, aaa bardzo słodkie waniliowe mleko! Też dostawaliście w szkole podstawowej smakowe mleka w kartonikach? To gratuluję, dzięki tej czekoladzie przeniesiecie się do tych wspaniałych lat. Mimo wszystko nie spodziewałam się takiego smaku, myślałam o delikatnych, kremowych nutach..
..A tu nagle bach, trafiłam na ziarenko soli i już nie było tak słodko. Ta słoność tak bardzo kontrastowała z waniliową słodyczą czekolady, że w pierwszym momencie te smaki wydały mi się aż zbyt skrajne. Zgryzłam jej kawałek, po czym przeszłam do części wypełnionej dorodnymi migdałami. A z nimi, naprawdę, ma żartów. Są bardzo twarde, bardzo chrupiące i bardzo słone.
Przy jedzeniu ich przeszkadzało mi wrażenie, że zostały wcześniej przesmażone, a przez to wszystkie orzechy smakują podobnie tłusto-słono. Można by to zrobić inaczej, lekko podprażyć, a tej soli sypnąć obok nich, byłoby więcej migdała w migdale. Tak przynajmniej ja je odebrałam i za to punkt odejmę, dla większości z was pewnie nie będzie to problemem.
Zabierając się za tą tabliczkę byłam pewna, że pożrę całą w jedno popułudnie i szybko stanie się ona błogim wspomnieniem. W praktyce jadłam ją parę dni, nie mogąc zjeść więcej niż kawałek na raz; Była to jedna z najsłodszych czekolad, jakich próbowałam, dla mnie zdecydowanie za słodka.
Poza tym wolałabym więcej głębi i subtelności, np. więcej śmietanki, a mniej wanilinowej wanilii. Obniżyłabym słodycz, bez udziału soli nie byłabym w stanie zjeść jej do końca. Słona przyprawa mogłaby też być bardziej równomiernie rozmieszczona. Jak widzicie, dużo mam "ale" do tej Exquisit, co chcąc nie chcąc przełoży się na ocenę. Mimo to uważam, że była warta wydania tych siedmiu (?) złotych, choćby po to żeby wyrobić sobie opinię.
Ocena: 7/10
Cena: 6,99zł
Subskrybuj:
Posty (Atom)









