6,50zł to nie jakaś monstrualna cena jak na czekoladę, ale wiedząc, że ma ona zaledwie 43g i jej składniki pozostawiają wiele do życzenia.. Wtedy to już sporo. Ale co zrobić, gdy zobaczyłam ją przez witrynę Kuchni Świata poczułam to charakterystyczne ukłucie w sercu, a za plecami usłyszałam śmiech amora. No i znowu dałam się złapać.. Przyznaję, dobry z niego przeciwnik.
Zbierając resztki godności ruszyłam do kasy, ignorując wyraźnie wrzeszczący głos rozsądku w głowie i błagającą o litość kartę płatniczą.
(Wrrr...)
Czekolada Hershey's próbowała odstraszyć mnie od degustacji dwukrotnie. Pierwszy raz swoim składem, w którym użycie słowa "czekolada" jest poważnym naciągnięciem. Potem - plastikowo-foliowym opakowaniem, które za cholerę nie chciało współpracować. Może nie mam najdelikatniejszych, hmm, ruchów na świecie, ale bez przesady, akurat czekoladę umiem ładnie otworzyć. Po tym nieciekawym wstępie wszystko pokładłam w zapachu Cookies'n'creme, ponieważ zdjęcia tabliczki widziałam w internecie niejednokrotnie. I na plus dla Hershey's, ten okazał się bardzo przyjemny: słodki, śmietankowy, po prostu kwintesencja białej czekolady. Kakaowych ciasteczek w nim nie wyczułam, ale nie zmartwiło mnie to bo jest ich tutaj taki ogrom, że nawet ślepy by je zauważył.
Już naprawdę zgrzytając zębami robiłam ostatnie zdjęcia, po czym wgryzłam się w rządek pięknych, cienkich kosteczek. Chwila chrupania (w końcu ciastka), chwila memłania, zaraz, zaraz.. Nie.
Too nie może być prawda. Nie na to się napaliłam, nie o tym czytałam. Biała czekolada, choć odstraszająca składem, to kusząca zapachem, okazała się najbardziej proszkowym, czekolado-podobnym tworem jaki jadłam. O jakiejkolwiek gładkości nie było w niej mowy, proszek, grudy piasku rozcierane między zębami. Poważnie na chwilę zdębiałam. Przypominała mi zastygły, tłusty krem z tanich herbatników. Ze zgrozą stwierdziłam, że miała praktycznie wszystkie wady białej Studentskiej; na korzyść Hershey's przemawiał jedynie śmietankowo-budyniowy posmak, który był przyjemny, ale nie do zniesienia przez tę konsystencję.
Przy tak beznadziejnej bazie kawałki ciasteczek nie miały dużo do powiedzenia. Mogę im przyznać, że przyjemnie chrupały i że były słonawe i cierpkawo-kakaowe, ale tak nie miało to większego znaczenia. Nie dały rady zamaskować obrzydliwości pseudo-czekolady.
(Ałć.)
Ocena: 5/10 (za ciastka i zapach)
Cena: 6,50zł, Kuchnie Świata
Wrr, a mogłam za to mieć bezapelacyjnie lepszego Rittera. Tak narzekam i narzekam na środki finansowe, ale to dlatego, że obecnie moje konto mogłoby pokryć kupno z 5 takich czekolad i tyle, więc muszę wybierać rozsądnie. A Hershey's do najlepszych zakupów nie należał :')
Adios.




