Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fin Carre. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Fin Carre. Pokaż wszystkie posty

środa, 30 września 2015

Fin Carre, mleczna z całymi orzechami

Mało jest bardziej frustrujących momentów w życiu, niż ten, gdy spędzasz kupę czasu nad jedną pracą/recenzją/whatever, a tu nagle laptop, przy którym ślęczysz, wyłącza się w jednej chwili bez żadnych ostrzeżeń. Wyklinasz wszystkie istniejące rzeczy martwe i masz ochotę wyrzucić sprzęt przez okno, a następnie jeszcze wyjść i po nim postepować.
Za to jedną z piękniejszych chwil mogę nazwać tę, gdy po ponownym odpaleniu komputera znajdujesz swoją pracę całą i zdrową, zapisaną chyba przez jakieś boskie siły. Kocham życie, kocham wszystkich, może nawet pójdę dziś poćwiczyć <3
P.S Kocham też fakt, że wreszcie mam Zottera :D


Zapach Fin Carre skojarzył mi się z niejedzoną od wieków Nutellą, co brzmi bardzo 'wow' i obiecująco, ale możliwe że to 'po prostu' aromat czekolady i orzechów; Przyznam się wam szczerze, że chociaż kocham oba te produkty z osobna, to połączone ze sobą jadam raczej rzadko. Orzechy w pełni satysfakcjonują mnie same, no i bez cukrowo-kakaowego dodatku są zdrowsze. Ale, jak widać, bywają takie dni gdzie "zdrowe" przegrywa ze "smakowite", a ja nie zamierzam się opierać, więc czytajcie dalej ;)


100-gramowa płytka jest podzielona na 24 kostki, co sprawia, że są dość małe, ale mi to osobiście odpowiada. Po odwróceniu jej pleckami do góry widzimy morze morze orzechów laskowych, większych i mniejszych, zatopionych w czekoladzie w całości. Cieszy to me serce, cieszy moje oczy, a czy ucieszy podniebienie?


Ani pierwszy, ani kolejny gryz nie zaskoczył mnie w żaden sposób, bo smak Fin Carre już znam.. A przynajmniej po części - konsumując kostkę za kostką czułam kakao całkiem przyzwoicie, jednak wydaje mi się, że było go więcej w wersji kupionej na Słowacji.  Hmm, czyżby podobna sytuacja jak z Milką produkowaną na niemiecki rynek?
Czekolada rozpuszcza się dość gładko, logiczne więc że da się wyczuć odrobinę tłuszczyku - pochodzi on jednak z mleka, a nie obrzydliwych olejów. Zaiste, jest to mocno mleczna czekolada. Prosta, ale smaczna.  Nie wiem czy jest na tyle dobra, żebym zjadła ją solo bez dodatków (ja ogólnie "gołych" mlecznych nie jadam), ale w stosunku do ceny wypada naprawdę super - wg. mnie pobija fioletową krowę.


Orzechy zatopione w środku są dokładnie takie, jakie powinny być - duże, chrupiące pod zębami i mocnooo orzechowe, zapewne za sprawą podprażenia. Kto jest ich maniakiem tak, jak ja - a wiem, że jest nas sporo ;) - będzie miał duże trudności żeby się od czekolady oderwać. I choć, tak jak mówiłam, zazwyczaj jadam orzechy osobno, to tą Fin Carre z chęcią się częstuję, a trafiając na promocję nawet kupuję sama ;)
Ocena: 8/10
Cena: promocyjna bodajże 2,45zł, Lidl

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Fin Carre, White Chocolate Corn Flakes (+Milk Chocolate Corn Flakes)

Reakcja większość ludzi na białą czekoladę: ale panie, po co, przecież to nie czekolada, masło z cukrem dla plebsu!!...
Oj nie zawsze mam ochotę być smakoszem, żuć powoli 70 procentówkę z kakao z Ekwadoru i delektować się jej goryczką - dzisiaj podczas wycieczki potrzebowałam CUKRU, najlepiej mocnego ale ładnie podanego, bo, bez przesady, nie jestem koniem i kostek cukru jeść nie będę ;) A jako że wcześniej odwiedziliśmy Lidl, w moim plecaku szczelnie zapakowana leżała właśnie ta tabliczka, na którą od dłuższego czasu polowałam w Polsce, a znalazłam ją dopiero na Słowacji. Może przeznaczone mi było kupić ją właśnie tutaj? Muszę przyznać, że swoją rolę spełniła śpieeewająco, no ale po kolei.


Grafika opakowania jest chyba najładniejszą ze wszystkich Fin Carre'ów, przynajmniej dla mnie. Nie wiem, co ma kanarkowy żółty do fioletu, pewnie nic, ale podoba mi się to połączenie kolorów i tyle!
Pod plastikiem nie kryje się żadne zabezpieczające sreberko, dzięki czemu prędzej można się zabrać za jedzenie. Ale chwila jeszcze zapach.. Słodko-kwaśny, tak jakby.. śmietana? Kurczę, nie jestem pewna, ale ta nuta jest obecna także w smaku. Czekolada jest (zaskakująco!) nieprzesłodzona, cukier stoi tu na odpowiednim poziomie. Oczywiście jest słodka, ale spodziewałam się zmasakrowania kubków smakowych, a nic takiego się nie stało. Trochę proszkowa, zostawia ten ułamek niepewności (Dobra czy niedobra? Co to właściwie za posmak?), ale naprawdę mi smakuje. W dodatku całą tabliczkę wypełniają pokruszone płatki kukurydziane, które mają w sobie ten lekko-słonawy posmak. Równoważą smak czekolady i przyjemnie chrupią. Słowem: pasują idealnie!


Nie czuję potrzeby dłużej się nad tą tabliczką rozwodzić, była naprawdę pyszna i to nie tylko pod wpływem chwili - jadłam ją również w pensjonacie i smakowała równie dobrze. Jeśli jeszcze ją gdzieś spotkam, z przyjemnością kupię.

Cena: nie jestem pewna, chyba ok. 80 centów
Ocena: 8,5/10
Polecam: na cukrowego głoda, ale i bez niego ;)

Mając jeszcze czas i wenę, porównam do białej mleczną wersję tej tabliczki: tę nabył mój brat i wyłuskałam od niego z ciekawości jedną kostkę. Sama czekolada: niezła, żadna wyższa półka to nie jest, ale i tak ma w sobie więcej kakao niż Milka ;) Jest także niestety słodsza, niż w lubianym przeze mnie wariancie z orzechami (tej samej firmy, też się tu kiedyś pojawi :)). Dodatek chrupek kukurydzianych w tym przypadku zupełnie nie pomaga - kojarzy mi się z wrzucaniem Cornflakes'ów do mleka, które przeszło smakiem i zapachem wcześniej jedzonych płatków czekoladowych: ble!
(Serio, to moja najprawdziwsza schiza z czasów dzieciństwa, nienawidzę tego :P)


Dla odmiany ta wersja nie zasmakowała mi w ogóle, ale może to i dobrze, bo lista słodyczy "do powtórzenia" rosłaby i rosła..

Cena: jak biała, ok. 80 centów
Ocena: 6,5/10

Wczoraj miała być gorsza pogoda niż wtedy na Rysach, a 3/4 dnia było słonecznie i ciepło. I weź tu człowieku ogarnij klimat gór.