Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manufaktura Czekolady. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Manufaktura Czekolady. Pokaż wszystkie posty

sobota, 19 marca 2016

Manufaktura Czekolady, Ghana 70% z prażonymi ziarnami kakao

Dziwne uczucie niepokoju mnie ogarnęło, spojrzałam na wersje robocze postów i okazało się, że praktycznie nic już nie mam w zapasie. A taka kolejka czekała! Jakoś ostatnio nie mnożę ich tak jak wcześniej. Może dlatego, że nie mam czasu chodzić do sklepów i kupować i kupować i kupować.. Tym lepiej i tym gorzej jednocześnie. 
Za to dzisiaj coś wypasionego, bo moja pierwsza polska Manufaktura.


Matowe opakowanie ala koperta, ozdobione złotym napisem "Manufaktura Czekolady" z zewnątrz i opisem produkcji czekolady wewnątrz. Nie będę pisać nic więcej, jest po prostu cudowne.

Jej zapach jest, powiedziałabym, trochę duszący, jak starej książki pokrytej kurzem. (Zapach wiekowego papieru - kocham!). Łamie się bez problemów, oczywiście z odpowiednim trzaśnięciem.


Pierwsza myśl co do konsystencji: jest bardzo, bardzo proszkowa, jednak nie w sposób niepożądany. Nie jest to bowiem taki twór, który pod przykrywką tłustości pozostawia po sobie drapiące drobiny. Miałam wrażenie, jakby cała tabliczka była lekko wilgotnym,  ale mocno zbitym piachem.

Pierwsza myśl co do smaku: mało słodka jak na 70%. Mam wrażenie, że Zotter Belize 82% był od niej słodszy. Nuty, które w niej odnalazłam, były po kolei: kakaowo-owocowe i 'deserowe' - jak kawa ze smakowym syropem z wiśni. Goryczka przyprawiona kwaśnością. Taka trochę dymna, ale nie palona, te skojarzenia biły od tego kwasku. Przez jej (czekolady) strukturę myślałam po prostu o zmielonych ziarnach kakao, ale po chwili przyszło mi na myśl trafniejsze skojarzenie, bo z kawą z żołędzi. (Ostatnio popularna 'żołędziówka', piliście? Dla mnie pyszna :>) Jest w niej taki ni to kwasek, ni to gorycz od orzechów i tu było coś podobnego.


Rozgryzając smak coraz bardziej wciągającej czekolady, oddzieliłam parę kakaowych nibsów. Były odpowiednio twarde i gorzkie, po chwili zaczęły podszczypywać w język i to szczypanie wydało mi się jakby z natury alkoholowe. Podobnie zaczęłam odbierać sam smak, który przypomniał mi kosztowanie paru alkoholowych Zotterów. Śliwowica? Whisky? Było tu coś, co do nich nawiązywało.

Chociaż ciężko mi było ubrać myśli w słowa, Ghanę 70% zapamiętam jako przystępną i nie przytłaczającą, czego się obawiałam. Była przyjemna i pełna smaków i mimo, że nie były to w 100% moje gusta, coś w tej czekoladzie mnie uzależniało. Zniewalało. Serio dziwne, bo w jednej chwili myślałam: "smaczna smaczna, lecz nie powalająca", po czym brałam kolejną i kolejną kostkę. Zarówno pierwszego, jak i drugiego dnia degustacji. (Tak, dałam radę się oprzeć i podzieliłam ją na dwa). Nagrodzę ją dodatkową połówką punktu i naprawdę nie mogę doczekać się, kiedy kupię kolejną.
Ocena: 8.5/10
Cena: 16,50zł/50g