wtorek, 12 kwietnia 2016

Mount Momami, Edel-Zartbitter Blutorange - ciemna 56% z pomarańczą

Czasami narzekam sama przed sobą, że będąc młodszą i mając więcej wolnego czasu nie zapisałam się na żadne rozwijające zajęcia, jak nauka gry na pianinie, taniec czy śpiew. Gdyby ktoś zapytał mnie o moje umiejętności, co ja potrafię, miałabym spory problem żeby odpowiedzieć. Jeść? Spać? Pływać? Śmiać się jak wariat, z siebie i z wszystkiego dookoła? Nie brzmi zbyt imponująco. Jednak jak to mówią, potrzeba rodzi wynalazki i tak oto dzisiaj wynalazłam sobie zdumiewającą, piekielnie użyteczną i niepowtarzalną umiejętność: pełne funkcjonowanie bez niektórych, wydawałoby się niezbędnych, zmysłów. Zatoki bolą, nos cały zapchany - to nie problem, dokończę degustację i ocenę czekolady otwartej parę dni wcześniej. Łzy zalewają oczy, widzę jak przez mgłę? {ff, co to dla mnie, pamiętam ustawienie wszystkich klawiszy na klawiaturze. Co prawda raczej nie starczy mi sił na sprawdzenie ewentualnych błędów, ale pokładam nadzieję w nieomylności i wyćwiczeniu moich palców.


Mount Momami, trójkątna czekolada, pomarańcza. Nie powiem żeby te skojarzenia przemawiały na korzyść dziś opisywanej tabliczki, ale lwią jej część dostałam 'za darmo' od mamy, której zwyczajnie nie przypadła do gustu. Dała mi ją na spróbowanie zaledwie parę dni po tym, gdy przeczytałam o niej u Kimiko - ach te zbiegi okoliczności ;) Wtedy ją obfotografowałam, zjadłam kostkę i z bólem serca resztę zwróciłam. Ale że mamie właśnie niezbyt smakowała, po paru dniach otrzymałam ją z powrotem. W międzyczasie zdążyłam zachorować i trochę bałam się, że już wystarczająco 'jej' nie poczuję, ale, o dziwo, udało się to bez większych komplikacji. Więc oto jest, deserowa (nie gorzka) czekolada z pomarańczą (nie czerwoną pomarańczą czy grejpfruitem, nope :'>).


Zapach ma bardzo przyjemny: kwaśnawo cytrusowy, nie powiedziałabym, że wyłącznie  pomarańczowy. Pachniała trochę świątecznym Lindtem Weihnachts Orangen-Truffel - mniam!


Solidne grube kostki w kształcie trójkątów równobocznych aż prosiły się o zniszczenie.
Miłe pyknięcie (nie trzask) pod zębami i jedziemy. Od razu poczułam niesamowitą, maślaną wręcz gładkość, dawno nie miałam z taką do czynienia w deserowej czekoladzie. Naprawdę jest 'na dotyk' bardzo przyjemna. Topi się równie gładziutko, uwalniając od pierwszej chwili  zarówno słodycz, jak i kwasek pochodzący bezsprzecznie z pomarańczy. Nie skórki pomarańczowej, jej tu nie było w ogóle. To była pomarańcza, a dokładniej - pomarańczowy olejek, zmieszany na jednolitą masę z czekoladą. Przez ten aspekt ciemna Momami bardzo przypominała mi wcześniej wspomnianego Lindta: łączy je brak naturalności w obiecanej pomarańczy, co dla większości (na pewno zdecydowanej) będzie minusem - to oczywiste - ale dla mnie, jako że nie przepadam za tym owocem w czekoladach, jest to plus. Z tego powodu myślę, że moja ocena będzie.. Hmm, jakby to ująć.. Jeszcze bardziej subiektywna niż zwykle.*


Czekolada jest dość słodka, nawet jak na deserówkę, ale przyznam że pasowało mi to do owocowo-olejkowych smaków. Kakao, nad którym zazwyczaj najdłużej można się rozwodzić, jest przytłumione, przesłonięte aromatem wiadomego owocu; to iście pomarańczowe kakao. I znów: to niby niedobrze, ale jest w tym jedna ciekawa rzecz, a mianowicie wrażenie soczystości w czekoladzie (tak jakby płynęła ona z pomarańczy), która, jestem prawie pewna, tak naprawdę jest tłustością płynącą z kakao.



Szczerze przyznam, nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Szansę tej czekolady oceniałam na naprawdę małe, z powodów wymienionych na początku posta, jak i tego, że do czasu recenzji Kimiko żyłam w przekonaniu, że dodatkiem w tej czekoladzie jest grejpfrut. Lub egzotyczna (bo czerwona) odmiana pomarańczy. A tu nie dość, że dodatek plebejski, nie dość, że antonim do słowa naturalny, to jeszcze tak zgrany z czekoladą i tak dobry! Kupiłabym tą czekoladę jeszcze raz, gdybym mogła.
Ocena: 8/10
Cena: niestety nie wiem, chyba koło 7zł

*wiem wiem, ocena nie może być obiektywna. Cii, spokojnie naziści językowi xD

41 komentarzy:

  1. Jaka ona ładna, smak natomiast nie mój więc 7 złotych w kieszeni :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 7zł twoje. Pytanie co z nim zrobisz :D

      Usuń
  2. Mi mimo wszystko też w sumie smakowała, jednak na moje nieszczęście, jedząc ją miałam za dużą przepaść "porównaniową" z Menakao... naturalnie cytrusowymi tylko dzięki kakao. No i... no za słodka jak na ciemną no!
    Cieszę się, że Tobie smakowała. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No troszkę za słodka. Porównanie do Menakao musi aż boleć xD

      Usuń
    2. Bolało... a ja naiwna liczyłam, że to będzie chociaż namiastka.

      Usuń
  3. W czekoladach z dodatkami, to, że smak dodatku łaczy się z czekoladą uważam za zaletę - chodzi przecież o stworzenie "nowego" smaku, innego od czystego kakao. Zwłaszcza w takiej czekoladzie, gdzie dodatek jest w postaci aromatu lub olejku, albo jest bardzo rozdrobniony i wmieszany w masę. Jak już pisałem u Kimiko, wygląd i podział tej tabliczki bardzo mi się podoba, szkoda, że Zotter takich nie robi zamiast okrągłego Mitzi Blue. Co to jest ten Blugenöl w składzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też to pasuje, chociaż przez to w tym przypadku niemożliwym jest skupić się na samym kakao ;)
      Faktycznie gdybym miała wybierać trójkąt albo okrągłą Mitzi Blue to wybrałabym Momami; a właśnie, masz spośród tej serii Zottera jakichś ulubieńców? Zazwyczaj pisze się o czystych tabliczkach, czasami Hand-scooped, a o tamtych prawie nigdy, a niektóre kompozycje mają ciekawe :)
      Szlag nie zauważyłam że ucięłam skład, było tam Blutorangenol czyli olejek pomarańczowy :P

      Usuń
    2. Mam, masę, ale jakbym miał wybierać to z Mitzi Blue Marrakesh (trochę z sentymentu - to mój pierwszy Zotter, ale jakoś ta róża z kardamonem bardzo mi pasuje) z Labooko to oczywiście Nikaragua 50%, z Handscooped to trudno powiedzieć, jest tyle dobrych, ale ze względu na miłość do porzeczek to czerwona porzeczka z chili - ku memu zdumieniu wygrywa nawet z czarną porzeczką (nieco za słodką). Ale w serii handscooped jest tyle wspaniałych smaków, że wybór tu raczej zależy od nastroju i każdego dnia może być inny, w zależności od tego na co mam ochotę :)

      Usuń
    3. O Marrakesh brzmi pysznie! Migdałowy nugat bardzo mi zasmakował w kwiatowym bukiecie, więc nie ma bata, z kardamonem ta tabliczka musi być super :D Do Nicaragua zrobię podejście gdy będę miała więcej doświadczenia, jednak próbowanie na stosiku Zotterowskim to nie to samo :) Tu podobnie z porzeczkową, choć nie miałam pojęcia, że jest wersja z chilli. Nigdy nie jadłam owoców 'na ostro'.
      Kurczę zazdroszczę ci doświadczenia :D Ile czasu znasz już Zottera?

      Usuń
    4. Ta z czerwoną porzeczką i chili wcale nie jest na ostro, jest umiarkowanie słodka, chili tylko delikatnie podkreśla porzeczki, trudno to opisac, trzeba spróbować, też myślałem, że bedzie na ostro. Tu jest recenzja Basi: http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2015/01/zotter-ribisel-chili-rock-ciemna.html
      Moim zdaniem Marrakesh jest lepszy niż kwiatowy bukiet, ale to kwestia tego, co kto lubi. Dobre czekolady jem od niedawna, jakieś 5 miesięcy, wcześniej Lindt wydawał mi się super ekskluzywną czekoladą :)

      Usuń
    5. Serio tylko 5 miesięcy? Myślałam, że o wiele dłużej, chciałam się spytać ile lat ;) To zdążyłeś sobie mocno gust wyrobić przez ten czas, w sensie spróbować wielu czekolad i wyrobić im konkretnie wymagania co do jakości. Podziwiam, ciekawe w jak dalekiej przyszłości na dojdę do podobnego stanu rzeczy :D

      Usuń
    6. Mie powiedziałbym, że sobie wyrobiłem, to się ciągle zmienia. Smaki, które jeszcze nie dawno zupełnie mi nie pasowały, zaczynam akceptować, a nawet lubić. Kiedyś lubiłem słodką, mleczną czekoladę, teraz większość takich czekolad jest dla mnie za słodka itd. :)

      Usuń
    7. Recenzja Marrakeshu też u mnie jest, na dodatek jadłam tą czekoladę w.... Marrakeszu! :D Przegrała z kretesem, bo w ogóle nie dorównała klimatowi miasta. Za spokojna była. Wolę Bouquet of Flowers.

      Usuń
    8. Hihi to cieszę się że w szufladzie mam tą drugą :D

      Usuń
    9. Przegrała, bo jadłaś w Marakeszu. Jakbyś mogła się spokojnie na niej skupić, bo byś spojrzała na nią przychylniej, jest świetna :)

      Usuń
  4. Wygląda bardzo smacznie, tylko to pomarańczowe kakao trochę mi nie pasuje -nie przepadam za cytrusowymi nutami w czekoladach niestety :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to klops, raczej ci nie zasmakuje. Choociaż ten olejek pomarańczowy to zupełnie co innego niż chociażby Lindt z cząstkami pomarańczy w środku :)

      Usuń
    2. Niestety czuję, że to nie mój smak, choć pewnie nie powiedziałabym, że jest niedobra - po prostu wolę inne czekolady :)

      Usuń
  5. Ja jak byłam mała to miałam o wiele więcej zainteresowań i zajęć dodatkowych niż teraz, co bardzo mnie boli. Tańce (przez prawie 5 lat!), plastyka, konie...teraz czasami okazjonalnie pojadę do stadniny na jazdy i to wszystko (cóż konie do tanich nie należą) smutne :(
    Czekolada ładnie wygląda, ale smak...nie, pomarańcza fu :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co tańczyłaś? Ja nigdy się końmi nie jarałam, ale moja mama tak :D
      Niby im człowiek starszy tym mniej ma czasu, ale twój przypadek to już hardcor - za dużo na siebie bierzesz dziewczyno, myślałam tak i myśleć tak będę :[

      Tak, tak, tfu xD

      Usuń
    2. A tańczyłam jakieś tańce nowoczesne, coś a'la na różne występy teatralne. Połączenie wszystkiego i niczego - jak to mawiają.
      Czy ja wiem? Nie mam zbyt dużo obowiązków, serio. Czasami jak tak słucham, to czuję się totalnie bezużyteczna, bo to co robią moi znajomi to jest hardcor! Oni jeszcze mają czas na imprezy, wypady, eh :/

      Usuń
    3. Czasem mam wrażenie (pochodzące pod pewność) że ludzie więcej gadają niż naprawdę robią ;) Albo rozdmuchują pewne rzeczy, np: 'uczyłam się parę godzin do tego!' - taaaa w tym samym czasie pisząc na fb :P To raczej 'przelewanie' czasu. Oczywiście nie wszyscy tak robią, ale część na pewno.
      Czas na imprezy pewnie zawsze się znajdzie, jeśli ludzie w nocy balują xD Ja nie wiem, nie lubię i nie chodzę.;)

      Usuń
    4. Ja zdecydowanie do takich osób nie należę, bo bardzo nie lubię jak ktoś wali ''pic na wodę'' i po prostu kłamie, że coś robił :P Albo się człowiek uczy, albo siedzi na FB, nie ma, że 2 czynności na raz, bo w tedy mało co się można nauczyć. Witam w klubie, nie dla mnie chyba też są imprezy. Strasznie chciałabym się z Tobą spotkać, pobalować na mieście we dwie w naszym, blogowym stylu :D

      Usuń
  6. ,,trojkaty rownoboczne,,-matma sie czasami przydaje(ale tylko czasami XD)a czekolada spodobala mi sie juz u Kimiko,widzialam ją kiedy w Auchan-kupie i zoabacze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co ty, matma życiem :D (profil zobowiązuje)
      Kup i opisz, ciekawe jak ty odbierzesz tą 'pomarańczowość' :)

      Usuń
  7. Nigdy nie miałam okazji skosztować takiej trójkątnej czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 'Tak' trójkątnej tabliczki sama wcześniej nie widziałam :D Toblerone to inna bajka, inny trójkąt. Życzę ci żebyś kiedyś miała okazję, wg. mnie jest tego warta :>

      Usuń
  8. Parę razy ja widziałam jednak nigdy nie wydawała mi się na tyle interesująca by wydać na nią kasę. Chociaż lubię połączenie pomarańczy z czekoladą (ogólnie cytrusów)to odczuwam wewnętrzny sprzeciw na myśl o kupowaniu droższych jednostek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj jeśli lubisz to połączenie, to koniecznie tej spróbuj! Taka droga nie jest (w sumie półka Lindta) a wg. mnie jest 100x od Excellence lepsza. No ale mówię, jest kompletnie inna :>

      Usuń
  9. Twój wstęp w brutalny sposób przypomniał mi o wszystkich - na domiar złego cowakacyjnych - postanowieniach typu "nauczę się tego", "dokończę to", "wreszcie zabiorę się za tamto". Jak wiadomo, wychodzi stolec :P

    Czekolady nie kuszą mnie ze względu na kształt, AAALE gdyby ktoś podarował...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacje/ferie od zawsze były dla mnie zagadką, mam wtedy kupę wolnego czasu, myślę że będę nudzić się jak mops to i rzeczy planuję tysiąc.. A potem się lenię i nawet nie wiem kiedy ten czas mija :'>
      Aaaaleee to moje ulubione słowo xD

      Usuń
    2. E tam, trzeba robić to, co się lubi, co sprawia przyjemność. Po co na siłę pakować się w jakieś dziwne kursy itd.? ;) Ja już chyba nawet pływać nie umiem :D

      Usuń
    3. Kurs zawsze jakoś człowieka rozwinie, no i wychodzi się wtedy 'do ludzi'.. A tak pięknie nie działa siedzenie w domu i oglądanie seriali, niestety x)

      Usuń
  10. Mimo bardzo dobrego odbioru my i tak ze względu na dodatek jakichkolwiek cytrusów byśmy się nie skusiły :D Ale tabliczka w takiej formie wygląda bardzo ładnie :)
    Bardzo dużo zdrówka życzymy :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ładna, tylko jakaś taka niepraktyczna. I o wiele szybciej się ją zjada xD
      Nie lubicie cytrusów w czekoladzie czy ogólnie też?
      Pięknie dziękuję :* :)

      Usuń
    2. Nie lubimy po prostu słodyczy z olejkami czy skórkami cytrusowymi :)

      Usuń
  11. Jedzona w Górach Bialskich, bardzo przypasowała mi na szlaku wraz z swoim smakiem olejku pomarańczowego. Szukałam jakichś cząstek pomarańczy, ale o dziwo sam olejek wypadł bardzo miło na tle przyzwoitej deserowej czekolady. Dobrze ją wspominam :) (recenzja też jest u mnie :d)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wreszcie pozytywny odzew :D
      Chyba jadłaś ją dość dawno nie? Nie pamiętam tej recenzji. Obaczę sobie :)

      Usuń
  12. Kiedy byłam mała ciągle śpiewałam, chwalili mnie za to. Ciągle rysowałam, chwalili mnie za to. A teraz? Ciągle mi brakuje czasu. :c
    Zdrowia życzę.
    Widziałam ją chyba w Piotrze i Pawle, ale nie jestem pewna.
    Po przeczytaniu zrobiłas mi na nią ochotę, a przed myślałam o niej jako o przeciętnej, której nie warto próbować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym czasem to najgorzej :/ Też rysowałam i też mnie chwalili, ale nie sądzę, że byłam w tym specjalnie dobra :D
      Dziękuję :)
      Zdecydowanie nie jest przeciętna :>

      Usuń