piątek, 9 października 2015

Wedel, Jedyna

Uwaga scenka rodzajowa: przerwa w szkole, godzina 14:30, morale podupadłe po wcześniejszej lekcji historii. Parę osobników płci żeńskiej siedzi na korytarzu i narzeka na cały otaczający je świat. W pewnym momencie jedna z nich wyciąga czekoladę - kosteczka na poprawę humoru, kto by się oparł? Stado rzuca się na nią z radością, jedynie pewna żółta kaczka zerka na opakowanie raczej sceptycznie - Wedel. No nie ma cudów, Lindt'em to się nie stanie, jak mocno by się tego nie chciało. Chwila zastanowienia; a dobra, wszystko jedno, ten dzień już gorszy nie będzie. Bierze kostkę, gryzie i.. ZARAZ chwila, co to za uczucie zadowolenia? Czy to na pewno tylko chcica na coś słodkiego? Czy to naprawdę mi smakuje?!
~ ~ ~
Kupiłam Wedlowską tabliczkę tego samego dnia, z zamiarem spróbowania jej jak tylko wrócę do domu. Skończyło się tak jak zawsze i Jedyna trafiła do szuflady, a zdecydowałam się ją otworzyć po ok. dwóch tygodniach. Nie że miałam na nią wielką ochotę - to raczej była ciekawość, chęć przekonania się, ile warta są wspomnienia z jedzenia jej w szkole.


Wygląd opakowania i wrażenie, jakie na nas wywiera ma jasno określony cel - ma być oldschoolowo, tak, żeby nasze mamy i nasi tatusiowe kupowali Jedyną i mówili: tak, to ta czekolada, zajadałem/am się nią w 85', kiedy to razem z Frankiem i Zdziśkiem.. Itd itp. Rozumiem ten zabieg, co nie zmienia faktu, że design mi się nie podoba i ani razu nie spojrzałam na Jedyną z minimalnym choć zainteresowaniem. Nie sądziłam, że tak szybko (czy raczej że w ogóle) nadejdzie dzień, gdy kupię ją sama, za własne pieniądze. Kobieta zmienną jest.


Kostka łamie się z lekkim pyknięciem (raczej nie ma mowy o trzasku), za to chrupie o wiele przyjemniej (wat?). Pachnie.. Bo ja wiem, niespecjalnie, w sensie niezbyt mocno. Ani nie zachęca, ani nie odrzuca. Biorę gryz i czekam... Czekam..
Ciumkam ją i ciumkam i stopniowo narasta we mnie zdziwienie. Jest o wiele mniej słodka, niż się spodziewałam, tylko trochę słodsza od deserowego Lindta. Jestem (prawie)pewna, że zjedzenie jej w większej ilości nie stanowiłoby dla mnie problemu. Z jednej strony jest trochę proszkowa, ale z drugiej zalepia buzię, wprawiając mnie w jeszcze większą dezorientację - jest dobra!


Nie znajduję (i zresztą nie szukam) w niej wytrawności czy surowości, o której często czytam przy np. Zotterach - czuję za to kakaową goryczkę połączoną z CZYMŚ. To coś, co sprawia, że struktura Jedynej, pomimo lekkiej proszkowatości, jest w gruncie rzeczy gładka. Nie rozpuszcza się za szybko, ale coś aksamitnego w niej jest. Powiedziałabym nawet, że tę gładkość bardziej czuć w smaku niż formie (czy to ma sens?) Co to? Nie wiem, kurde. Chociaż po zajrzeniu w skład mam tezę - tłuszcz mleczny? Nie jest to typowa dla mleka nuta, ale coś na rzeczy musi być, skoro Wedlowska gorzka go nie ma i różni się od Jedynej wręcz diametralnie. Jeśli to prawda, to bardzo się cieszę, że producenci go zastosowali, bardzo umila mi odbiór czekolady.


Najlepsze, co spotkało mnie przy degustacji Jedynej, zostawiłam na koniec. Był to moment, gdy uświadomiłam sobie, że smakuje ona jak.. brownie. Nie żartuję, to zdecydowanie był smak matczynego ciasta: czekoladowego z czekoladą i nutką soli (którą także odnalazłam w składzie!) Choć delikatna, lekko podkręcała smak kakao. Mmm, pysznie, jestem ciekawa, czy użyto jej w jeszcze jakiejś tabliczce Wedla.

Gdyby Jedyna była (naprawdę nie wierzę, że to mówię) minimalnie słodsza i trochę bardziej mleczno-bagienkowa (Olga, ten jeden raz podkradam ci tekst :D), to kupowałabym ją nie raz i okrzyknęłabym najlepszym Wedlowskim produktem (na razie wygrywa Karmelowa). Tak będę spokojnie jeść ją na raty, bo nie codziennie mam ochotę na czekoladowo-czekoladowe słodkości. Muszę jednak przyznać, że BARDZO pozytywnie mnie zaskoczyła. I cóż więcej dodać - Wedel, trzymaj tak dalej!
Ocena: 8,5/10
Cena: 3,49zł

18 komentarzy:

  1. Nie rozumiem nagonki na smak Wedla (skład to inna sprawa), bo czekolady są dobre. A już porównanie Wedla do Wawela to chamstwo i szczyt bezczelności. Jedynej nie jadam, ale wszystko przede mną :)

    Częstuj się bagienkowością, niech Ci służy na zdrowie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat z Wedlem związaną mam lekką traumę (przeterminowana kostka z nadzieniem truskawkowym = zły pomysł) i rzadko trafiam na dobre smaki, stąd mój sceptyzm. Ale ani mi się śni porównywać go do Wawela, to już profanacja :P

      Usuń
  2. U mnie też wiązała się ciekawa historia z tą czekoladą! Poczytaj tu: http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2015/08/wedel-jedyna-ciemna-50.html . Fakt faktem, że mając chcicę na czekoladę i będąc w sklepie z małym asortymentem, sięgnęłabym po nią mając do wyboru inne Wedle czy Milki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pamiętam, czytałam :D Dla osoby z bardziej wyrachowanym gustem (ja do takich jeszcze się nie zaliczam :P) Jedyna to faktycznie dobra opcja. Ale choć znam tą firmę i jej nadziewańce, chciałabym kiedyś spróbować gorzkiej z kremem migdałowym.. Też zresztą zobaczyłam ją u ciebie, ale to chyba jeden ze starszych postów i nigdzie tej czekolady nie widziałam :/

      Usuń
  3. Widziałam ją już chyba w każdym sklepie, ale ani razu przez myśl mi nie przeszło by wziąć ją do ręki. Mam jakieś uprzedzenie do czekolad Wedel, niby nie są niedobre, a jakoś ciężko mi się je kupuje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podobnież uprzedzona jestem ja, nie pamiętam kiedy ostatnio jakiegoś Wedla kupiłam, ale widzisz - pierwsze koty za płoty :D

      Usuń
  4. Skoro taka pozytywna recenzja, to i ja może kiedyś się na nią skuszę :D

    Ps. Świetnie czyta się Twoje recenzje :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Wedel ma paskudną czekoladę mleczną, ale gorzka trzyma fason. Jedynej nie jadłam, ale podobno ma swój wyjątkowy i niepowtarzalny smak! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co do gorzkiej się zgodzę, lubię ją i od jakiegoś czasu podjadam codziennie po kostce z rodzinnych zapasów. Niestety jest lekko podstarzała, więc do recenzji nie wezmę :P
      A Jedynej naprawdę warto spróbować :)

      Usuń
  6. No no, ciekawa recenzja, bo niesztampowo połączona z ciekawym opowiadankiem. Wciągnęło, tym bardziej, że uwielbiam neologizmy: "trochę bardziej mleczno-bagienkowa" - nie dziwię się, że ukradłaś zwrot :D Co do samej czekolady, nie jadłam, ale jeśli akurat się trafi chcica i może promocja, nie zawaham się :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje, czuję się doceniona :D
      Jeszcze nie widziałam Jedynej w promocji, ale jeśli takowa by się trafiła - nawet nie ma co się zastanawiać!

      Usuń
  7. Już jakiś czas temu obiecałyśmy sobie, że sięgniemy po tą czekoladę ale zawsze jest coś ważniejszego do kupienia i tym sposobem jeszcze się jej nie doczekałyśmy w swoich zbiorach ;)
    Ogólnie to my lubimy Wedla i jeśli mamy ogromną chęć na zwykłą czekoladę to prędzej sięgamy po tą markę albo Milkę niż Wawel, bo on naszym zdaniem robi jedne z najgorszych czekolad.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to przy okazji chęci na 'zwykłą' czekoladę sięgnijcie po tą - i problem rozwiązany :D
      Ja takich zachcianek nie miewam, ale jeśli by się zdarzyła.. To spróbuję mlecznego Wedla. Bardziej mnie rajcuje niż Milka i z 1000 razy bardziej niż Wawel ;)

      Usuń
  8. Tu mnie tą proszkowatością kupiłaś:) jak ją spotkam to kupię:) ja ostatnio mam bana na słodycze nie mogę jeść cukru i kakao,ale przecież od kostki czekolady nie umrę:) . Lekarz nie mówi co chce ja nie mogę żyć bez czekolady:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, umiar najważniejszy, ale wszystko jest dla ludzi :) Ja myślę że nawet osoby na restrykcyjnej diecie mogą sobie na słodycze pozwolić :P

      Usuń
  9. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  10. Gorzkie czekolady lubię ale jedynej nie znoszę od dziecka... ja również zawsze wyczuwałam posmak "czegoś"... czegoś co było dla mnie sztuczne ;/

    OdpowiedzUsuń