sobota, 6 lutego 2016

Wawel, czekolada gorzka 70% + Frupp wiśniowy

Dzisiaj gorzko(?)-słodko(?), ponieważ do stosunkowo krótkiego posta o Wawelowskim wyrobie od Wawela dołączyłam batonik-nie-batonik Frupp. Jadłam go dosłownie dwa dni temu i zapragnęłam napisać o nim parę słów (w końcu nie samą czekoladą człowiek żyje. Albo raczej: nie zawsze ma możliwość ją zjeść :'))
~ ~ ~ ~ ~
 Atrakcyjną rozmiarem (20g) kostkę podwędziłam ze świątecznej misy ze słodyczami. Nie ma w niej ani wątpliwej jakości nadzienia, ani dodatków w stylu małżowiny usznej, więc bez uprzedzeń i z optymizmem dałam szansę rodzimemu producentowi.


Twardość, konsystencja? Niech za odpowiedź posłuży wam fakt, że udało mi się ją przełamać dopiero za czwartym razem, sinymi i drżącymi rękami.


W przekroju kostka jest niesamowicie mętna, zbita, a w dotyku twarda i chropowata. Konkretny kawał czekolady, nie ma co.


Zapach przyporządkowałabym raczej do deserówki niż gorzkiej, pachniała one trochę wedlowską Jedyną. Jako że memłanie odgryzionego kawałka nie przyniosło żadnego efektu, rozmiażdżyłam ją na cząstki i czekałam dalej. Najpierw poczułam delikatną goryczkę, następnie po mojej buzi zaczął się rozchodzić smak ala niesłodzone kakao w proszku, no-name'owej, budżetowej firmy. Po pewnym czasie dołączyła do niego przeciętna kwaskowość i w sumie na tym szaleństwa się skończyły. Było wyjątkowo słodko jak na tę zawartość kakao, kawa z ekspresu z mlekiem wydała mi się przy niej gorzka. Nie no, brawo Wawel.

Skład prosty i przyjemny?

Określając jej smak jednym słowem, powiedziałabym: wypłowiały. Bo to taka wyprana z całego swojego uroku Jedyna, tylko cukru w niej trochę mniej.
Ocena: 5/10

Frupp wiśniowy:


Po rozprawieniu się z niepozornym, a wyjątkowo pancernym opakowaniem, wyciągnęłam małą, lekką tacuszkę, od której momentalnie poczułam  cukierkowo-wiśniowy zapach. Batonik jest jasno-różowy - z zewnątrz, wnętrze ma trochę ciemniejsze, czego nie udało mi się uchwycić na zdjęciu. Ze środka prześwitują drobne cząsteczki wiśni.


Struktura Fruppa przypomina mi.. hmm, chyba najtrafniej będzie powiedzieć, że pumeks. Chrupiąco-krusząca, z warstwami, jakby odtłuszczona chałwa? (Boże broń przed takimi wynalazkami) Z drugiej strony, już przy jedzeniu, odrobinę osadza się na zębach, jak wata cukrowa.

Smak pozytywnie mnie zaskoczył, gdyż był naprawdę mocno (i naturalnie!) owocowy. Słodziutka wiśnia, z którą równocześnie walczył o pozycję kwasek. Bez specjalnych zwrotów akcji, jedynie pod koniec kwaśność trochę przybrała na sile. Prosto, wiśniowo i pysznie. Naprawdę nie sądziłam, że aż tak mi zaskakuje. Może oszalałam, ale nie mogę ocenić go inaczej:
Ocena: 10/10
Cena: 1,99zł (PiP)

23 komentarze:

  1. Co do Wawela, to pod te aromaty można wepchnąć masę chemii (choć akurat tutaj to chyba niewiele dali), dobry producent podaje JAKIE armoaty stosuje. Ten owocowy batonik ciekawy i skład zaskakująco dobry (sprawdziłem w sieci), jak gdzieś zobaczę to chętnie spróbuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To smutne, wystarczy spuścić cenę produktów, wykreować je jako 'rodzime i pyszne' i naprawdę masa ludzi je kupuje. W sumie mnie to bawi, ale jeszcze rok temu uważałam że 5zł za czekoladę to kosmicznie dużo ;)
      Frupp faktycznie skład ma bardzo przyjemny, dobrze, że jest przy tym taki lekki.. I tak dużo węgli wpada, ale jakich przyjemnych c:

      Usuń
    2. Zawsze można spalić, np. na rowerze (w lecie) albo na basenie jak ktoś lubi pływać:)

      Usuń
    3. Prawda, robię tak dość często, lepiej się wtedy człowiek czuje :) Tylko czy to tak prosto działa.. :D

      Usuń
  2. Zaskoczona jestem tak wysoką oceną tego batonika, nigdy mnie one jakoś nie pociągły - może jednak warto? :)

    Po Wawelu zaś niczego więcej się nie spodziewałam. Cóż więcej mogliby zaproponować w kwestii ciemnej czekolady? Tylko taką słabiznę, niestety. Jako polewa do cukierków się nadaje, ale do jedzenia solo już nie :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama jestem zaskoczona ;) Polecam, chyba pierwszy baton który zamiast zamulać orzeźwia :D
      Podpisuję się pod tym, a niech potwierdzeniem będzie fakt, że nawet tych 20 gram nie zjadłam do końca :P

      Usuń
    2. Akurat skończyłem robić praliny i zdecydowanie protestuję :) Wawel na polewy się nie nadaje, na serie próbne używam Lindta, ale najlepiej kupić dobrą kuwerture z kakao wiadomego pochodzenia.

      Usuń
    3. Gdybym powiedziała mojej mamie, żeby kupiła Lindt'a i zrobiła z niego polewę, złapałaby się za głowę xD

      Usuń
    4. Lindt ma fajną i tańszą czekoladę do wypieków, ale nigdzie w sklepach jej nie znalazłem :( W sieciówkach jego czekolady są tańsze, zwłaszcza w promocjach. Dobra czekolada do wypieków czy jakaś fajna kuwertura jest droższa niż czekolada Lindta. Czekolada do wypieków od Manufaktury Czekolady kosztuje tyle, ile przecietna tabliczka Lindta w ich sklepie firmowym, czyli ok. 14 zł za 100g. (ale jakoś w ich sklepie przy Tamce nigdy jej nie mają).

      Usuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. fruppa jadłam trzy lata temu w wakacje jak jeździłam na jazdy w Radomiu :) I to trzy smaki, zdziwiłam się, że są tak smaczne i oryginalne :) Na tyle kalori to ekstra przekąska, aczkolwiek za cene i nienajedzenie nie dałabym mu 10.

    Czekoladę od Wawel gorzką słabo pamiętam, ale wierzę Ci na słowo :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzy lata temu? Kurczę, myślałam, że to stosunkowo nowość jest xd Ja i moje ogarnięcie </3

      Rozumiem, że sama nie będziesz sprawdzać? :D

      Usuń
    2. nie nawet nie dawno ją od kogoś dostałam i mam recenzję, ale większej tabliczki, tylko widocznie tak utkwiła mi w pamięci, że piąta woda po kisielu została. Ale poczekaj jak chcesz odnajdę Ci notatki xDD Ale czy chc wstawiać jej recenzję, sama nie wiem.

      Serio? Mwahahaha jak w mordę strzelił trzy lata, ale nie martw się, ja do tamtej pory nie przetestowałam słodyczy z PiPa, które zakładałam :)

      Usuń
  5. hm muszę zrobić test tej czekolady przy robieniu polewy :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha jeszcze okaże się, że jest lepsza niż na zimno xD

      Usuń
    2. Na zimno lepsza, próbowałam.
      Co za zbieg okoliczności...
      W piątek w Tesco widziałam te miniaturki. Nawet kupiłam podobnego batona, ale na razie będę cicho. Mam dobre przeczucia.

      Usuń
  6. Gorzka z Wawela jest fuj i moim skromnym zdaniem nawet na polewę do ciasta jest słabym wyborem XD
    Fruppy kocham! To taki naturalny kwach owoców, który fajnie się je :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie piekę ciast i brak mi doświadczenia, ale jakby co wezmę to pod uwagę xD
      No i piona :)

      Usuń
  7. Niee, takie czekolady z Wawelu są złe. Nawet bym już po to nie sięgała, szkoda mi czasu. Póki co mam w szafkach jedną czekoladę nadziewaną, cuksy na wagę i... to tyle. Gdzieś w przyszłości może się skuszę na jakąś jedną, coby dać Wawelowi jeszcze szansę, no ale nie przewiduję uniesień. Fruppy zaś recenzowałam wszystkie trzy, dla mnie jadalna (i naprawdę przyjemne!) jest tylko truskawka. Wiśnia i malina i przebrzydłe kwasy. Nie wiem, jak Ci to mogło smakować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także nie spodziewałabym się uniesień, zwłaszcza po nadziewajce :')
      A widzisz co się porobiło. Ale dziwne, jakoś nie pamiętałam nic złego z twoich recenzji :P Miałam w głowie tylko tyle, że malina jest najkwaśniejsza a truskawka najsłodsza.

      Usuń
  8. Wawel to chyba wiadomo, że to nie nasza bajka...
    Ale batoniki Frupp są naszą miłością :D Uwielbiamy je chrupać i też śmiejemy się, że wyglądają jak pumeks :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Smutny to moment, gdy batoniki są lepsze od czekolady xd

      Usuń